Internet jest cierpliwy.

Jest taki serwis, co się nazywa ,,fotoblogia”. Należy do Wirtualnej Polski i od jakiegoś czasu postanowił masowo zdobywać czytelników.

W tym celu zatrudnił ludzi – ludzi zupełnie specjalnych. Najwyraźniej wyszukali specjalnie takich, którzy są nieskażeni jakimikolwiek rzeczywistymi kompetencjami. Powinni to być redaktorzy tacy jak podwładni w Rosji Piotra Wielkiego: ich teksty powinny być liche i durnowate, aby swoim pojmowaniem sprawy nie peszyli masowego czytelnika.

Ludzie ci oglądają sobie kolejne anglojęzyczne filmiki w internecie (przeważnie takie w stylu ,,10 wskazówek jak zrobić idealnego ślubniaka”), po czym piszą artykulik w którym

  1. zamieszczają ten filmik oraz
  2. opisują własnymi słowami jego treść.

Określenie własnymi słowami stanowi tu clou. Oto bowiem z ostatniego artykułu wyjaśniającego nieprzeniknioną tajemnicę oznaczenia płaszczyzny obrazowania drukowanego na obudowie aparatu dowiadujemy się, że:

  • niektóre obiektywy (zwłaszcza manualne) miały specjalne miarki do ustawiania ostrości.
  • odległości podane na nich mierzymy matrycą.

Nie wierzycie?
Proszsz:

źródło: https://fotoblogia.pl/12594,dowiedz-sie-co-znaczy-symbol-przekreslonego-kolka-na-twoim-aparacie

Domyślam się jedynie, że pisząc o owych ,,miarkach” redaktorka fotoblogii miała na myśli skalę odległości na obiektywie.

Ale co poetka miała na myśli o mierzeniu odległości matrycą?

Ktoś ma pomysł?

Negatyw. Odcinek 2: ISO

W pierwszym odcinku padło, że proces negatywowy ma to do siebie, że film nie ma jednej określonej kontrastowości, tylko, że można nią sterować poprzez wywołanie. Jest jednak jeden określony sposób wywołania, który jest istotny. To proces zgodny z normą ISO 6:1993. Jest to norma, która określa jak należy mierzyć czułość filmu i jak ją podawać na pudełkach. I właściwie z tego powodu warto sobie prześledzić, co w niej siedzi po to, aby po prostu wiedzieć co oznacza ,,ISO 100” na pudełku. Czytaj dalej „Negatyw. Odcinek 2: ISO”

Negatyw. Odcinek 1.: Hurter i Driffield

Mówio, że w internecie jest wszystko. Po czym człowiek szuka i się okazuje, że w internecie jest jedynie wszystko na poziomie podstawowym. W dziedzinie fotografii mamy więc miliony artykułów i filmików na temat „jak założyć film do Zenita”, oraz około stu tysięcy ,,jak nalać wywoływacz do koreksu”. Niestety, jeżeli ktoś już wie jak założyć film do aparatu oraz generalnie już umie trafić wywoływaczem do koreksu to nagle wiedza internetu się niestety kończy. I to trzeba zmienić! Czytaj dalej „Negatyw. Odcinek 1.: Hurter i Driffield”

Jaką rozdzielczość mają INNE skanery?

Pamiętacie mój ostatni tekst o skanerze? Jakiś czas temu przetestowałem swój skaner (EPSON V200) pod kątem rozdzielczości. Wynik tego był taki, że wg kryterium MTF50 mój skaner ma rozdzielczość mniej więcej 9-krotnie mniejszą niż jego zadeklarowana „rozdzielczość optyczna”. Ale ktoś może powiedzieć, że to na pewno dlatego, że poskąpiłem i kupiłem taki z dolnej półki cenowej, bo prawdziwy skaner to więcej. Co jest oczywiście niewykluczone, ale tu też powstaje pytanie, czy droższe wersje są lepsze i o ile lepsze? A zatem, popytałem po znajomych fotografach, wprosiłem się do trzech z nich  (nota bene wszyscy trzej to bardzo dobrzy fotografowie: Madcoy, Wiktor Franko i Dmytro Gurnicki – bardzo dziękuję za pomoc!) na poskanowanie i zrobiłem porównanie jeszcze trzech innych skanerów tego samego producenta: Epsonów V500, V550 i V700. Co daje dość pełne spektrum tego co można kupić. Czytaj dalej „Jaką rozdzielczość mają INNE skanery?”

Jaką rozdzielczość ma skaner?

epsonv200

Troszkę wcześniej, jeszcze w zeszłym roku zaskoczyło mnie zadanie zrobienia zdjęcia nieco inaczej niż dotychczas. Zazwyczaj włażę do ciemni, pracowicie robię odbitki na barytach, a potem je skanuję i jedynie doprowadzam do takiego stanu, aby na ekranie wyglądały mniej więcej podobnie do tego, co jest na papierze. Raz musiałem zrobić tak, jak to robi większość współczesnych analogowych fotografów: zeskanować negatyw. Wsadziłem negatyw w swój stary dobry skaner z najtańszej półki fotograficznej – EPSON V200 Photo – ustawiłem go na najwyższą możliwą rozdzielczość optyczną 4800ppi i…
Efekty były mówiąc delikatnie czysto ekskrementalne. Zero szczegółów, wszystko rozmyte, ble! Czytaj dalej „Jaką rozdzielczość ma skaner?”

Test filmu.

Oslo2014_OperaW Oslo jest taki śmieszny budynek opery. Ma dach z białego kamienia, co schodzi do poziomu ziemi taką ładną równią pochyłą. A Ponadto jest zupełnie nieogrodzony i sobie można wleźć na samą górę. I zrobić zdjęcie takie jak powyżej (btw, to zdjęcie obok innych pokazuje, że warto robić prawdziwe odbitki na barytach, bo na supermatowym papierze wygląda fajniej, niż na ekranie).

Czytaj dalej „Test filmu.”

Kocham przedstawicieli handlowych

Kocham przedstawicieli handlowych zatrudnionych u dystrybutorów sprzętu foto. Co nowy produkt wchodzi na rynek, to obowiązkowo muszą napisać jakiś tekst który… warto przeczytać.
Oto firma Canon wprowadza nowego kompakta pod tytułem G16. I oczywiście musieli z tej okazji wypisać kilka stron tekstu reklamowego, który wysłali do portali zajmujących się fotografią. A w tym tekście czytamy na przykład:

PowerShot G16 posiada superjasny, oryginalny obiektyw Canon f/1,8-2,8. Soczewki wykonano ze szkła o wysokim współczynniku refrakcji, na które wielokrotnie naniesiono specjalne powłoki, gwarantujące lepszy przepływ światła w większym zakresie długości fal świetlnych.”
„Specjalne powłoki” to oczywiście powłoki antyrefleksyjne, które są używane mniej więcej od czasów II wojny światowej. A dziś są tak specjalne, że są nakładane nawet na obiektywy do telefonów komórkowych. Co mi się najbardziej podoba, to to, że te powłoki naniesiono wielokrotnie. Znaczy, że jak? Nie wychodzi im za pierwszym razem i próbują z każdą soczewką, aż się uda?
A „współczynnik refrakcji”, to jest inna nazwa współczynnika załamania szkła i chyba każdy obiektyw, ma soczewki ze szkieł zarówno o wysokich, jak i niskich współczynnikach załamania. Używanie refrakcji tylko brzmi mądrzej i bardziej zawile.

Matryca z jeszcze bardziej bliska

CCD2#1

Jakiś czas temu pokazywałem zdjęcia matrycy CCD spod mikroskopu. O tutaj. Post ten cieszył się zaskakującą popularnością. I nawet jedno pytanie wygląda na to, że znalazło odpowiedź dzięki czytelnikom (podobno matryca pochodzi z aparatu Recam iLook 655). Ale jedno czy dwa pytania zostały. W szczególności, mimo użycia naprawdę fajnego mikroskopu (tego którego nazwałem „dużym”) okazało się, że przydałoby się jeszcze troszkę powiększenia.

Trzeba powiedzieć, że problem z większymi powiększeniami zaczyna tu być fundamentalny. Na najlepszych zdjęciach z poprzedniego artykułu rozdzielczość kończyła się na poziomie troszkę poniżej 1 μm. Ale pół mikrona to przecież długość fali zielonego światła. Nie da się oglądać obiektów mniejszych niż długość fali światła, w którym chcemy je oglądać. A więc, bez względu na to jak dobrą optykę zrobimy, optycznym mikroskopem już dużo dalej z rozdzielczością nie zajedziemy. Musimy zacząć próbkować krótszymi falami. Standardowym narzędziem do oglądania rzeczywistości krótszymi falami jest mikroskop elektronowy.

Tak się składa, że dziwnym zbiegiem okoliczności mój instytut ma takie coś (nawet dwa) i uczynny kolega zrobił nowe zdjęcia. Czarno białe. Czytaj dalej „Matryca z jeszcze bardziej bliska”

Matryca z bliska

Matryca makro

Miałem napisać coś na temat wywoływania RAWów. To „się pisze”. W międzyczasie proponuję pokaz slajdów. W sumie, to nie wiem, czy kogoś taki temat zainteresuje, ale mnie bawią takie zabawy. Gdyby nie to, pewnie zarabiałbym na życie w inny sposób.

Otóż dostałem od kolegi matrycę z bliżej nieokreślonego aparatu. Sądząc po napisach jest to CCD, być może z 2005 roku (o ile to na dole to data). Ma najprawdopodobniej rozmiar 1/2.5 cala, a więc mały kompakt. Powyższe zdjęcie zrobiłem moim cyfrakiem – też kompaktem. I to co widać to jest mniej więcej wszystko, co można wycisnąć z niego w kwestii makrofotografii.

To co zrobiłem z tą matrycą, to otworzyłem obudowę (co właściwie widać już powyżej, a jak się kto przyjrzy to zauważy, że w lewym dolnym rogu nawet nieco zarysowałem powierzchnię), a następnie wsadziłem matrycę pod mikroskop. A właściwie pod dwa: mały i duży. Czytaj dalej „Matryca z bliska”

Odszumiarki są wszędzie

NikonD90ISO3200_wycinek OlyE620ISO2000_wycinek

Jeszcze pisząc do Fotopolis, popełniłem taki tekst o rozmiarach matrycy i ich wpływie na kilka parametrów jakości obrazu. Napisałem wtedy, że jakoś się tak utarło, że bodaj jedynym takim parametrem istotnym dla kupujących są święte szumy na wysokich czułościach. Pisałem o tym bez aprobaty. Właściwie, to osobiście uważam, że to tak naprawdę mało ważne. Z wielu powodów. Bo i tak współczesne cyfraki są od lat o niebo lepsze od aparatów na film pod tym względem. Bo są i inne aspekty jakości (jak choćby rozdzielczość obrazu), w których są jeszcze w tyle, a nikt na nie nie zwraca uwagi. A poza tym, tak naprawdę, w przypadku wielu aparatów te gładziuchne powierzchnie na zdjęciach robionych przy super-czułościach, jakie widzimy w prospektach a nawet w testach aparatów, to trochę oszukaństwo. Co więcej, jest to oszukaństwo kompletnie niewykrywane przez testerów w redakcjach pism foto.

To oszukaństwo polega na tym, że bezszumowe obrazki nie są takie bezszumowe dlatego, że matryca tak idealnie rejestruje obraz i nie dlatego, że dalsza obróbka sygnału tak idealnie nie dodaje szumów, tylko dlatego, że jeszcze na samej matrycy obrazek zostaje na chama odszumiony z całym dobrodziejstwem inwentarza, takim jak artefakty na krawędziach, czy kasowanie drobnych szczegółów. I to dotyczy także RAWów. Czytaj dalej „Odszumiarki są wszędzie”