Negatyw. Odcinek 1.: Hurter i Driffield

Mówio, że w internecie jest wszystko. Po czym człowiek szuka i się okazuje, że w internecie jest jedynie wszystko na poziomie podstawowym. W dziedzinie fotografii mamy więc miliony artykułów i filmików na temat „jak założyć film do Zenita”, oraz około stu tysięcy ,,jak nalać wywoływacz do koreksu”. Niestety, jeżeli ktoś już wie jak założyć film do aparatu oraz generalnie już umie trafić wywoływaczem do koreksu to nagle wiedza internetu się niestety kończy. I to trzeba zmienić!
Dlatego w niniejszym artykule zupełnie ścisła, twarda teoria naświetlania, wywoływania filmu. Będzie to wiedza teoretyczna, która niestety szybko zanika, a szkoda, bo jak zanika wiedza to panoszą się baśnie. Ale wcale nie trzeba tego znać na pamięć, aby robić dobre zdjęcia, o nie! Wielu robi dobre zdjęcia na zasadzie „jak im wyjdzie”, albo naświetlają ciągle to samo, zawsze tak samo i tak samo wywołują – i działa. Ale jak ktoś chce więcej rozumieć, lepiej kontrolować, to polecam tę serię gdzieś zapisać i używać jako podręcznika.

Ze wszelkimi zagadnieniami teoretycznymi bywa tak, że ludzi się często tego uczy, odpytuje i oni często potrafią to wydeklamować, ale w praktyce zupełnie tej wiedzy nie używają, bo zupełnie jakoś nie łączą jednego z drugim. Ja się jednak postaram – po wejściu w odpowiednie szczegóły – połączyć teorię z często powtarzanymi pytaniami praktycznymi i odpowiedzieć na nie. A nawet zniszczyć z jeden, czy dwa mity.

Artykuł będzie w krótkich odcinkach. Postaram się napisać tak, aby powoli wchodzić w coraz ściślejsze szczegóły tak, aby czytelnik mógł doczytać najpierw do pierwszej części, sprawdzić, przetrawić, a potem dopiero powrócić do dalszych, bardziej skomplikowanych, ale też precyzyjnych części. W pierwszym odcinku będzie podstawa – sama zależność gęstości negatywu od naświetlenia.

Krzywa H-D

Żródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:H%26D_curve.png

Zacznijmy od czegoś, co wszyscy znają: mamy jakiś film, naświetlamy go jakoś, po czym jakoś wywołujemy. Powstaje negatyw. Negatyw czyli taki obrazek, który im mocniej został naświetlony, tym jest mniej przezroczysty. Można zmierzyć jak zależy nieprzezroczystość wywołanego (i to jest tu ważne!) negatywu od ilości światła otrzymanego podczas naświetlenia. Można zrobić sobie z tego wykres i ten wykres to chyba każdy zna. Wygląda tak jak po prawej.

Taki wykres nazywany jest krzywą charakterystyczną, albo (od nazwisk ludzi, którzy to pierwsi opisali) krzywą Hurtera-Drieffielda, albo krzywą H-D. Używaną miarą nieprzezroczystości jest D, czyli gęstość optyczna, a miarą naświetlenia jest logarytm z ekspozycji H. Chwilowo pomińmy co tak właściwie oznacza jedno i drugie (będzie dalej!). Obrazek powyższy przedstawia oczywiście jakiś taki modelowy przykład „negatywu idealnego”, ale można powiedzieć, że dla wszystkich negatywów taki wykres będzie miał ogólny przebieg podobny. Bardzo małe naświetlenia nie wywierają na negatywie absolutnie żadnego efektu, więc wykres na początku jest płaski. Z tej części wykresu można odczytać gestość zadymienia (czy tam „maski”) filmu, co się oznacza często jako DMIN. Dopiero po dostarczeniu jakiejś progowej ilości światła dostaniemy pierwsze słabe zaczernienie. Zwiększając ilość dostarczonego światła wejdziemy w główną część charakterystyki – tą w której wartość D zależy liniowo od wartości log (H). Jak sobie do tego kawałka dopasujemy prostą, to ona będzie miała współczynnik kierunkowy, który oznaczany jest jako γ. Przy odpowiednio dużych naświetleniach krzywa zacznie się nasycać osiągając pewną maksymalną wartość gęstości (co się czasem oznacza DMAX). Czego na wykresie nie ma to to, że jeżeli DALEJ będziemy zwiększać ilość dostarczonego światła, to negatyw ponownie zacznie się wybielać. Zjawisko to jest zwane solaryzacją i jest wykorzystywane przy solarigrafii.

A gdy przedłużymy wywoływanie?

Taki jeden wykres daje nam wiadomości o tym jak naświetlać negatyw przy określonym wywoływaniu w określonym wywoływaczu, jaki dostaniemy zakres ekspozycji przy takim wywoływaniu, czy przy jakich wartościach doświetleń i niedoświetleń zacznie spadać kontrast. Ale filmy czarno-białe można wywoływać krócej lub dłużej. Warto więc uświadomić sobie co będzie jak będziemy inaczej wywoływać. Otóż tak wyglądają krzywe H-D tego samego materiału – Kodaka… w tym samym wywoływaczu, ale z różnymi czasami.

Kodak T-Max 100 w wywoływaczu Kodak T-Max.

Te krzywe to już nie są jakieś modelowe hipotetyczne, tylko prawdziwe, opublikowane dla konkretnej emulsji. A i tak bardzo ładnie widać, że (pomijając najkrótszy czas wywoływania, gdy film jest dokumentnie niedowołany) to wraz z wydłużeniem czasu zwiększa się nachylenie głównego odcinka krzywej, zwiększa się gęstość w światłach, ale pierwsze zaczernienie pojawia się praktycznie w tym samym miejscu.

I stąd właśnie wzięło się słynne powiedzenie: naświetlaj na cienie, wywołuj na światła. Wywołuj na światła, bo to, czy na negatywie światła będą gęste, czy słabe zależy przede wszystkim od wywołania. Przewołanie potrafi zaczernić światła nawet jak je niedoświetlimy, a skracając wywoływanie możemy dostępny zakres tonalny bardzo rozszerzyć. Ale naświetla się na cienie, bo to czy w cieniach pojawią się szczegóły i jakie zależy od wywołania bardzo słabo. To przede wszystkim zależy od tego, czy te cienie zostaną naświetlone odpowiednio do czułości filmu.

Z tego obrazka wynika jeszcze jedna ważna własność negatywów. Jak się ogląda w internecie „testy” filmów, to tam często tester oglądając zeskanowane (jakoś) zdjęcie na monitorze opowiada, jak to jeden film ma inny kontrast od drugiego. Otóż, powiedzmy to głośno i otwarcie, że w przypadku czarno-białych negatywów to bzdura! Po prostu! Z wyjątkiem wyjątkowych wyjątków (np. Fomy Retropana, który jest małokontrastowy i przewoływanie nic nie daje), czarno-biały negatyw ma taki kontrast, do jakiego został wywołany. Co innego w przypadku filmów C-41 i E-6, które mają jedno standaryzowane wywołanie. Ale czarno-białe negatywy są wręcz zaprojektowane tak, aby ich kontrast można było zmieniać poprzez wywołanie. I to wielokrotnie bardziej niż różnice pomiędzy jakimś filmem na I, a jakimś innym na F. Ba, nawet powstały procedury pomiaru światła, mające to ułatwić (jak np. system strefowy Ansela Adamsa). Więc jak jakiś tester mówi w internecie o tym, że jakiś film MA inny kontrast od innego, to jedyne co nam to mówi, to że nie ma pojęcia o czym mówi.

Pierwszy odcinek był na spokojnie. Prosto, bez liczenia i w ogóle.
W drugim zacznie się ciekawiej i precyzyjniej: zobaczymy jak z takiej krzywej wydłubuje się czułość negatywu.

 

5 myśli na temat “Negatyw. Odcinek 1.: Hurter i Driffield

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.