Ósma rocznica!

Dziś cały kraj świętuje. Gazety piszą, w radiu wspominkowe audycje. Aż nie chciałem uwierzyć. Ale sprawdziłem – rzeczywiście! Oto DOKŁADNIE 8 lat temu, dnia 10 kwietnia 2010 roku powstało zdjęcie Magdy. Magda to koleżanka z Wushu, ćwicząca też taniec z wachlarzami bojowymi, która poprosiła mnie aby zrobić jej zdjęcie na stronę. Właściwie to pomysł miałem na „coś na oknie”. Jak wysprzątałem parapet i na niego wlazła to to już był mój sadystyczny impuls: a dasz radę zrobić szpagat na parapecie (ów ma ok. 30 cm szerokości – kuuupa miejsca!). Dała radę!

Aż do wtedy samą sesję zdjęciową traktowałem jak przygodę. Wyrobiliśmy się szybko, było wczesne przedpołudnie. Z mą ukochaną stwierdziliśmy, że odwieziemy Magdę i wracając jeszcze szybciutko zrobimy zakupy. Nie wiedzieliśmy, że przygody mają dopiero nadejść.

Odwieźliśmy więc Magdę, ruszamy. Dojechaliśmy ledwie do końca ulicy i patrzymy a ów koniec blokuje Lanos zaparkowany dokładnie w poprzek jezdni. Ale dosłownie tak, że człowiek nawet nie trąbi, bo przecież naprawdę NIKT tak idiotycznie nie parkuje bez dobrego powodu! I rzeczywiście: wtem podchodzi do nas pan, na oko lat 30+ zaaferowany, z telefonem przy uchu i mówi, że on przeprasza, że tak kretyńsko stoi, ale dzwoni na policję, bo tam gdzieś wcześniej właśnie jakiś kompletnie pijany gość ładuje się do samochodu i próbuje go prowadzić!

Przyjąłem, ominąłem dojechałem chyba 200 m do najbliższego skrzyżowania – Olbrachta z Górczewską w Warszawie i stoję na czerwonym. Patrzę w lusterko i rzeczywiście: Do tego samego skrzyżowania zbliża się Stare Tico, całym swoim jestestwem ogłaszające światu, że TAKA impreza była. Uff – minął nas i stanął na pasie obok zostawiając miejsce przed sobą mniej więcej na autobus (bo tak był w stanie wycyrklować)

Tu chwila wahania: no kurcze! Przecież on zaraz w kogoś wjedzie! Ale przecież ja jestem chudy w uszach, no ale to jest kurcze dwupasmówka on się w coś wpieprzy! Przemyślawszy dokładnie wszystkie opcje wjechałem przed gościa, cofnąłem zamaszyście i lecę wyciągać gościa pod wpływem z auta. Na szczęście cżłowiek z komórką przy uchu jest już tuż zanim i u wrót do Tico (lewych przednich) stoimy już obaj i mamy przewagę liczebną. Gość się najpierw zamknął, ale jak wykonaliśmy gest sugerujący wybijanie okna – jednak otworzył. Wówczas ja szybko zapuściłem żurawia wydłubałem kluczyk ze stacyjki i szczęśliwy, że po krzyku. Kierowca gramoli się z Tico, rozwija się i okazuje się, że ma mniej więcej takie rozmiary jak półtorej krowy. Na szczęście okazuje się typem kulturalnie dyskutującym (,,chłopsze ile sy las masz paawo jazzy??”), więc sytuacja opanowana. Tymczasem człowiek z telefonem…

… NADAL czeka aż pod 112 ktoś wróci z przerwy na papieroska (czy kawkę – nie wiem do dziś) i łaskawie raczy odebrać.

Wreszcie odebrał. I tu zagadka: co robi polski policjant, gdy odbiera zgłoszenie o treści:
,,zatrzymaliśmy pijanego kierowcę, przyślijcie kogoś, aby go odebrać”?

Przysyła. Po ok. 40 minutach, podczas których człowiek rozmiarów półtorej krowy łazi sobie po skrzyżowaniu po torze czysto losowym podjechał radiowóz. A jego załoga oznajmiła, że nie ma alkomatu i trzeba poczekać (następne 40 minut) aż przyjedzie suka i dowiezie. Odczekaliśmy i umówiliśmy się, że spotykamy się na komendzie na Żytniej (to ta sama komenda na której nieco później dwaj taksówkarze sami sobie połamali nogi podczas przesłuchania). Tam już poszło z górki: jedynie jeden policjant, który próbował nam (czyli mnie i człowiekowi z telefonem) podyktować co mamy zeznać, żeby można było przesłuchiwać tylko jednego, bo to mniej roboty, rozmowa z rodziną tego pana (która zamiast robić nam awanturę była autentycznie WDZIĘCZNA za zabezpieczenie go przed zrobieniem sobie i nie tylko krzywdy), przesłuchanie składające się głównie z użalań funkcjonariusza na temat tego ile to będzie roboty z zabezpieczeniem jakiejś tam katastrofy lotniczej co się właśnie wydarzyła i jesteśmy wolni. Sklepy w międzyczasie pozamykali.

Ta historia wydarzyła się naprawdę.

Pamiętajcie więc, że nie wszyscy funkcjonariusze Policji Państwowej to bandyci torturujący niewinnych na śmierć paralizatorami w policyjnych kiblach, ani ich koledzy fabrykujący dowody na przypadkowych świadków nadużyć tych pierwszych. Nie wszyscy są też ich przełożonymi dostającymi sowite odprawy w nagrodę za tuszowanie spraw tortur, jak jakiś dziennikarz opublikuje nagrania. O nie! W tej formacji pracuje codziennie też wiele innych zwykłych…

…tępych tłuków…

… którzy już po kwadransie odbiorą telefon na infolinii 112, przyjadą odebrać pijanego kierowcę bez alkomatu i jeszcze sami wymyślą co świadek ma zeznać.

Pamiętajcie! Resortowej emerytury nie dostaje się za nic!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s